
Po zimie zawsze jestem pozytywnie nakręcona na prace, których normalnie delikatnie mówiąc nie znoszę w sezonie. Przez dwa tygodnie grabie, tnę, pakuję w kompostowniki wiadrami co mi zostaje, nawoże i czekam. Ten moment gdy wszystko zaczyna budzić się do życia, zieleń niemal wybucha nam przed oczami- czy własnie nie dlatego porzuciłam Ursynów?
Tu, bez betonu, bez odgłosu samolotów jakoś tak bliżej mi do natury. Zwierzaki też czują się u nas chyba dobrze- mamy gniazdo szpaków w jałowcu, dziesiątki jaszczurek, wiewiórki zaglądają co jakiś czas. W kompostowniku było nawet gniazdo myszek, a przy trawach mieszka rodzina padalców, ale to już może nieco mniej urocze istotki![]()






wysiewanie w kwietniu:

a tu moje maluchy w maju

Całą zimę studiowałam katalogi z warzywami- chciałam w tych naszych “raised beds” czyli grządkach wzniesionych wysiać jak najwięcej takich warzyw, których ani na targu ani nawet w kosmicznym warzywniaku na Kabatach nie dostanę(a mają tam niemal wszystko
) I w tym roku będzie marchew fioletowa, żółta i pomarańczowa krótka, ale i typowa
Burak w paski. Jak co roku kilkanaście odmian sałat- od mojej ukochanej rzymskiej Tiary, przez kilka odmian lodowej i falistej lollo rosso i bianco do rukoli. Całe tabuny boćwiny czy kardów, szczególnie Rhubrab chard, bo pięknie wygląda na grządce, jarmuż w trzech odsłonach, szczególnie czekam na Nero di Toscana. No i hit sezonu groszek, jestem pewna, że znów zjemy wszystko zanim dotrze do kuchni.
Gaba dostała właśną grządkę, wysiała mnóstwo nasion, już ładnie powschodziło- Michał nawet zrobił jej ławeczkę by łatwiej było dbać o jej uprawy![]()
A potem nic tylko zbierać i konsumować![]()
show 4 comments
Dlaczego dziś o cukinii zapytacie? Bo właśnie wysiałam na parapecie chyba z pięć rodzajów plus sześć rodzajów dynii- zobaczymy co z tego wyrośnie. W zeszłym roku cukinia rodziła owoce jak oszalała i kombinowałam okrutnie co jeszcze mogę z niej zrobić. W środku zimy gdy otwierałam słoiki z leczo z właśną cukinią i własnoręcznie zrobionym do niej sosem pomidowowym i ten zapach i smak dawały to niesamowite uczucie cofnięcia się w czasie do lata, postanowiłam, że w tym roku będzie u nas jeszcze więcej cukinii.
O chlebku z cukini czytałam w “How to be domestic goddess” Nigelli, ale jakoś ciągle kończyłam na chlebku bananowym. W zeszłym roku zaczęłam prenumerować “Living” na ipada i tam był cudny przepis na ciasteczka cukiniowe. Przekładane masą serową, smakują baaardzo podobnie do pierniczków. Zawsze to jakiś sposób, by przemycić warzywa do brzucha swojego dziecka![]()
1 szklanka mąki
1 1/4 łyżeczki cynamonu
1/2 łyżeczki sody oczyszczonej
1/2 łyżeczki proszku do pieczenia
szczypta soli
130 g miękkiego masła
1/2 szklanki cukru
1/2 szkl brązowego cukru
1 jajko
1/2 łyżeczki ekstraktu waniliowego
szklanka utartej cukinii
1 szklanka płatków owsianych górskich
1/2 szklanki orzechów włoskich podprazonych
250 gramów kremowego serka
1 szklanka przesianego cukru pudru
Rozgrzewamy piekarnik do 180 stopni. Przesiana mąkę, cynamon, sodę, proszek i sól wrzucamy do miski. Masełko(zostawiamy z niego około 50 gr do masy) ubijamy z cukrem na puszystą masę.Dodajemy do niej mix mąki. Dodajemy odciśniętą cukinię, płatki i orzechy. Do lodówki na jakąś godzinkę.
Z ciasta formujemy kulki wielkości orzecha i rozkładamy na blachę wyłożoną papierem do pieczenia(zostawcie około 5 cm przerw między kulkami). Pieczemy do zrumienienia około 15-18 min. Zostawiamy do ostygnięcia.
Reszę masła ubijamy z serkiem, wanilią i cukrem pudrem na puszystą masę. Smarujemy około łyżką masy jedno ciasto i sklejamy drugim w kanapkę
A można też pominąć opcję kremu i zjeść samo ciastko np. posypane cukrem pudrem, jak np. Gaba, która nie znosi żadnych serków ani serników ani niczego co je chociaż przypomina….. ale kocha moje tiramisu i bądź tu człowieku mądry![]()
No dobra, nieco bardziej klasycznie teraz. Od cukini wzięła się moja chęć uprawiania warzyw. Zawsze marzyło mi się zjedzenie faszerowanych kwiatów cukinii, ale nigdy nie mogłam trafić, albo w knajpach kwiaty wyszły, albo na wakacje jeździłam nie o tej porze co trzeba. A jak coś jest limitowane to chęć na spożycie rośnie
I tak zaczęła się moja przygoda z uprawianiem, za co cukinii z całego serca dziękuję, bo nie ma nic lepszego niż własne warzywa. A dziś właśnie będąc po lekturze książek Pollana, tym bardziej dziękuję cukinii
)) Ale o tym innym razem, bo slowfoodowy post muszę kiedyś napisać.
Kwiaty na cukinii występują jako Pan i Pani kwiat, co robią nie wnikam, radzą sobie sami
Zjadać można oboje- jedno jest na takim jakby patyczku, a drugie ma na końcu małą cukinię
Pamiętajcie o wyłamaniu gorzkiego pręcika ze środka kwiatu. Czym faszerować? Chyba czym sobie tylko wymyślicie- moje ulubione to chyba mix riccotty, fety i mięty, czasem może nawet odrobiny chilii. Nie wkładajcie za dużo farszu, niech nie dominuje nad chrupkością kwiata w tempurze.
Kwiaty maczam w miksturze białego wina z mąka i szczyptą soli, odsączam i wrzucam na głęboki olej(używam frytkownicy).

Jakby ktoś chciał poczytać jak hoduję moje ekologiczne cukinie to dajcie znać. O tym jak zrobić leczo i fajne przetwory z cukinii napiszę więcej latem![]()
Smacznego!
show 3 comments
show 9 comments
no comments


































no comments